Facebook

Wilanów – 1944

W Warszawie koniec lipca 1944 r., to czas panicznej ucieczki okupantów niemieckich na zachód, przed nacierającymi wojskami radzieckimi. Był to jednocześnie czas końcowych przygotowań do planu „Burza” w Stolicy, opracowanych przez kierownictwo Polski Podziemnej, tak przez struktury wojskowe, jak i przez cywilne, podległe Rządowi Polskiemu w Londynie.

Cała Warszawa aż kipiała, nie mogąc się doczekać walki ze znienawidzonym wrogiem, by mu odpłacić za pięć lat okupacji. Podobnie było w Gminie Wilanów, choć administracyjnie nie wchodziła ona w skład Warszawy, to była z nią związana poprzez struktury 5 Rejonu kryptonim „Gątyń”. Powiat warszawski otaczający jakby wianuszkiem – obrożą Stolicę, był podzielony na 8 rejonów, które łącznie tworzyły Obwód VII AK kryptonim „Obroża”. W skład 5 Rejonu „Gątyń” wchodziła również Gmina Jeziorna, na terenie której działał batalion Narodowych Sił Zbrojnych dowodzony przez ppor. Floriana Kuskowskiego „Szary”. Od 22 lipca 1944 r. „Szary” mianowany został Komendantem Powiatu Zachodniego – Pruszków NSZ, zachowując jednocześnie dowództwo batalionu. Był on zwolennikiem scalenia Narodowych Sił Zbrojnych z Armią Krajową, ale pod warunkiem zachowania autonomii dowództwa i własnych struktur.

Zadaniem powstańców Rejonu „Gątyń” było opanowanie terenów Wilanowa, Jeziorny, Piaseczna, Konstancina, Chylic, a także przerwać połączenia drogowe tych miejscowości z Warszawą. Ważną też sprawą było zniszczenie reflektorów przeciwlotniczych, wobec zapowiadanych zrzutów z bronią i materiałami wojskowymi, których dokonać miały samoloty alianckie.

Pod koniec lipca sytuacja była bardzo napięta, wszyscy oczekiwali, że lada dzień, ten Dzień – godzina „W” nadejdzie. Wydawano ostatnie rozkazy, pobierano broń. Broń i sprzęt wojskowy przechowywano w dobrze zakonspirowanych magazynach, dzięki czemu nie było przypadku wykrycia ich przez Niemców. Takie magazyny były w Klarysewie, Łęczycy, Konstancinie – gajówka na Królewskiej Górze, Pyrach, Słomczynie w majątku pana Wyrzykowskiego, Powsinku, Zawadach i zapewne w wielu innych miejscach, o których do dzisiaj nie zachowała się żadna informacja.

Decyzję o wybuchu Powstania podjął 31 lipca 1944 r. dowódca Armii Krajowej gen. Tadeusz „Bór” Komorowski. Godzina „W” została ustalona na 17.00 w dniu 1 sierpnia 1944 r. Stosowne rozkazy do poszczególnych oddziałów przesłał płk. (późniejszy generał ) Antoni Chruściel „Monter”.

Rankiem 1 sierpnia w Wilanowie panowała długo nieobecna cisza i całkowity spokój. Nie było walk powietrznych, ustała kanonada znad Wisły. Na ponowne wezwanie władz niemieckich, podpisane przez gubernatora dystryktu warszawskiego Ludwika Fiszera, o wzięcie udziału w pracach przy kopaniu okopów wzdłuż Wisły, nikt z mieszkańców Wilanowa i okolic się nie zgłosił. Młodzi ludzie, żołnierze podziemia, wyruszyli na przydzielone im wcześniej posterunki i miejsca zbiórek. Szczególny ruch panował w pałacu wilanowskim, domu państwa Branickich, których rodzina, od początku wojny, brała czynny udział w konspiracji. Mieszkańcy Wilanowa, którzy byli zaangażowani w miejscowej konspiracji wspominali po latach, że nie wyobrażali sobie tych wszystkich działań bez osobistego i materialnego wsparcia ze strony państwa Beaty i Adama Branickich. Na wyznaczone miejsca swych zbiórek udały się wilanowskie łączniczki m. in. Maria Branicka „Ryś II”, Anna Branicka „Późna”, Leokadia Wolska „Wierna”, oraz siostry Halina i Maria Szmaciarskie. Do Warszawy, oraz w okolice Wilanowa, na swe posterunki wyruszyli Krzysztof Głuchowski „Juraś”, Mikołaj Kaczanowski „Leśnik”, Stach Anusiewicz, Oskar Dowgiałło, Kazimierz Stebelski i inni. Janusz Radomyski „Cichy” narzeczony Anny Branickiej wraz z M. Taczanowskim „Mika” na miejsce zbiórki pojechali zarekwirowanym samochodem Liedenschaftu. Do Klarysewa, po rozkazy, udała się Maria Branicka „Ryś II”, gdzie zebrało się dowództwo Rejonu V „Obroży” z kapitanem Marianem Kęsickim – Bródką „Grzegorzem” na czele. Maria Branicka będąc w Klarysewie otrzymała rozkaz dotarcia do Wilanowa, by powiadomić Leona Płócienniczaka o godzinie „W”. Wieczorem była już w Natolinie ze swoim oddziałem. Młodsza z sióstr Branickich – Anna „Późna” pojechała na rowerze do domu Jerzego Przecławskiego „Jur”, znajdującego się n a Sadybie koło św. Jana, by przekazać mu polecenie stawienia się w wyznaczonym miejscu zbiórki. Poczym Powróciła do domu.

W nocy z 1 na 2 sierpnia powstańcy, żołnierze plutonu 1707 „Obroży” zaatakowali w parku oddział Niemców kwaterujących w pałacu. Niestety dostali się pod silny ogień z karabinów maszynowych. Wycofali się tracąc dwóch zabitych. Również w innych częściach Rejonu V, powstańców spotkało niepowodzenie. Tak było też w Jeziornie, gdzie walczył batalion Narodowych Sił Zbrojnych im. Brygadiera Czesława Mączyńskiego. Batalion złożony z ok. 150 dobrze uzbrojonych żołnierzy, po początkowym sukcesie, jakim było zdobycie szkoły w Mirkowie i wzięcie do niewoli ok. 40 jeńców wraz z uzbrojeniem i sprzętem, idąc na pomoc oddziałom AK walczącym w Jeziornie, dostał się pod silny ostrzał niemiecki w miejscu zwanym Błotnica. W wyniku czego zginął jego dowódca ppor. Florian Kuskowski ‘Szary” lat 28 i dziesięciu jego żołnierzy oraz kilku zostało rannych. Pozostali przebili się do Lasu Kabackiego. Nie udał się również szturm na budynek zakładu opiekuńczego im. ks. Boduena w Klarysewie. Podczas niego poległ dowódca plutonu 1706 ppor. Henryk Rybarczyk „Jesion” z Wilanowa i kilku innych żołnierzy. Starszy sierżant Michał Szlapański „Dziuba”, Który przejął dowództwo po „Jesionie” zarządził odwrót na Porąbkę.

Na Sadybie również zaczęły się walki. Komendantem rejonu V Obwodu Mokotów był por. Czesław Szczudełek „Jaszczur”. Pod jego rozkazami znajdowały się trzy kompanie piechoty, saperzy, łączność i sanitariat. Pierwszym, zakończonym powodzeniem, celem ataku powstańców z Sadyby było stanowisko reflektora przeciwlotniczego usytuowanego w pobliżu kościoła Bernardynów. Poczym powstańcy podjęli próbę obsadzenia ulicy Sobieskiego w rejonie fortu przy ul. Idzikowskiego. Niemcy już następnego dnia rozpoczęli szturm ma to miejsce i Sadybę. W walkach tych został ranny Stanisław Wolski z Wilanowa, którego por. „Jaszczur” skierował na leczenie do domu. Rozbite oddziały poczęły wycofywać się w stronę Lasu Kabackiego przez pola, na których powstają obecnie osiedla bloków mieszkalnych. Odwrót ten kosztował życie wielu żołnierzy. Duża też była liczba rannych i straty w sprzęcie wojskowym. Część żołnierzy z rozbitych oddziałów Sadyby, wycofała się przez Augustówkę, Morusie, Wilanów i Powsinek w kierunku Natolina i Kabat.

Niemcy traktowali powstańców wziętych do niewoli jak pospolitych bandytów. Okolice parku wilanowskiego były widownią ich okrucieństw. Jeszcze 2 sierpnia rano udało się hrabinie Branickiej uratować życie dwóch młodych powstańców przyprowadzonych przez patrol żandarmów, wmawiając Niemcom , że to są jej pracownicy najęci do rąbania drewna. Natomiast następnego dnia już nic nie mogła zrobić. Niemcy przyprowadzili na teren parku 24 (niektóre źródła mówią o 25 inne o 26) ujętych powstańców i rozstrzelili ich. Tak ten mord opisuje Bernard de Roquefeuil podchorąży francuski, zbieg z niemieckiego obozu pod Nidzicą, który trafił do Wilanowa, gdzie był ukrywany przez właścicieli Wilanowa, przez rok. Tu zastał go wybuch Powstania Warszawskiego, w czasie którego przez kilkanaście dni był ukrywany i żywiony w schowku na pałacowym strychu przez panią Branicką:

„ Nazajutrz usłyszałem hałas na dachu nade mną. Niemcy zainstalowali tam właśnie radiostację i punkt obserwacyjny. Nieco później słyszę strzały w parku. Czołgam się na koniec strychu i ostrożnie wyglądam przez okienko. Oczom moim ukazuje się okropny widok: co minutę przechodzi trójka młodych ludzi, z podniesionymi rękami. Niemcy prowadzą ich, mierząc w plecy z karabinów, w kierunku drugiej strony pałacu. W chwilę potem szyby drżą od trzech wystrzałów. Naliczyłem dwadzieścia pięć…”

Powodzeniem zakończyły się ataki powstańcze na stanowiska reflektorów przeciwlotniczych w Kierzku i Kabatach. Niestety w czasie ataku na załogę reflektora na Kabatach , poległ, jako jedyny podczas tej akcji, Józef Karaszewski „Wicher”. Tragedia była tym większa, że stało się to na podwórku jego domu rodzinnego, niemal na oczach rodziców. Likwidacja reflektorów przeciwlotniczych miała duże znaczenie, wobec spodziewanych zrzutów z uzbrojeniem dla powstańców. W Lesie Kabackim oddziałem odbierającym zrzuty dowodził por. Stanisław Topór „Wróbel”. Oddział ten przedostał się ze Śródmieścia kanałami na Mokotów, a następnie polami przez Wilanów i Powsinek dotarł do Kabat. W przejściu przez Wilanów pomagali mu miejscowi mieszkańcy.

Po pierwszych kilku dniach sierpnia walki w okolicy Wilanowa przycichły. Trwała natomiast walka o zabezpieczenie najcenniejszych pamiątek historycznych, znajdujących się w pałacu, kierował nią kustosz Jan Morawiński.

Niemcy chcąc nie dopuścić do rozprzestrzenienia się Powstania w Wilanowie i okolicy, zaaresztowali miejscowych mężczyzn, zamykając ich w kościele. Po kilku dniach zatrzymanych, pod strażą zaprowadzono na Zawady nad Wisłę, gdzie budowali umocnienia obronne i okopy strzeleckie.

Ważnym wydarzeniem dla dalszej walki z okupantem, było wycofanie się Niemców z fortu na Sadybie, który już następnego dnia zaczęły obsadzać żołnierze por. Czesława Szczudełka „Jaszczura”.

W dniach 16 -19 sierpnia nastąpiła bodaj największa akcja zbrojna przeprowadzona w okolicy Wilanowa. Celem jej było przebicie się oddziałów zgrupowanych w Lasach Chojnowskich do Stolicy. Pozycją wyjściową był Las Kabacki miejscem docelowym fort na Sadybie, z którego miało wyjść uderzenie wspomagające w kierunku Wilanowa. Akcją dowodził ppłk Mieczysław Sokołowski „Grzymała”. Uderzenie na zabudowania pałacu w Wilanowie wykonał batalion „Krawiec”, którym dowodził „Grzegorz”- kpt. Marian Kęsicki – Bródka. W szeregach batalionu „Krawiec” walczył narzeczony Anny Branickiej Janusz Radomyski „Cichy”. Dotarł on do ściany pałacu , krzycząc do narzeczonej, by skakała z okna. Jednak ona pilnowana przez żołnierzy niemieckich nie mogła tego zrobić. „Cichy” wraz z oddziałem wycofał się na Sadybę, a potem na Mokotów.

Drugi z batalionów dowodzony przez kpt. Lucjana Dobaczewskliego ‘ Korwina” uderzył na Wolicę. W walkach w Wilanowie zginął ppłk „Grzymała”, którego rannego dobili Niemcy. Zginął również kpt. Juliusz Kozłowski „Cichy” i jego 7 żołnierzy, który dowodził wypadem wspomagającym z fortu na Sadybie. Z batalionu „Krawiec” przedostało się przez pozycje niemieckie około połowy stanu, czyli 200 dobrze uzbrojonych w broń zrzutową żołnierzy.

Z Batalionu „Korwina” atakującego Wolicę, do Warszawy przedostała się większa część żołnierzy. Pozostałych, ogień zaporowy karabinów maszynowych zmusił do powrotu do Lasu Kabackiego. W walkach tych życie straciło wielu żołnierzy Polski Walczącej. Na cmentarzu wilanowskim spoczywa ich ponad 170. Na tablicach nagrobnych możemy odczytać nazwy ich ugrupowań zbrojnych: „ Jeleń”, „Baszta”, „Oaza”, „Warszawianka”.

W drugiej połowie sierpnia została wysiedlona ludność z Wilanowa, a pod koniec tego miesiąca wycofano wojska niemieckie, które zastąpiono węgierskimi dowodzonymi przez gen. Laszko Szabo.

Front nieuchronnie zbliżał się do linii Wisły. W połowie września Węgrzy wysiedlili z Wilanowa także rodzinę Branickich, oraz inne rodziny mieszkające w pobliskich zabudowaniach pałacowych.

Tak te wydarzenia wspomina Anna Branicka – Wolska w swej książce „Listy niewyspane”:

„Zaczęło się chaotyczne pakowanie. Nie wolno było brać dużo rzeczy. Tylko to, co najpotrzebniejsze… Liczyła się każda chwila… Kapitan węgierski był odpowiedzialny za naszą ewakuację. Jechałyśmy my trzy – Mama, Marysia i ja – wujostwo Dynowscy z synkiem Władkiem, państwo Jachowie, Glińscy z córką Martą, Beata i Krzyś Tyszkiewiczowie z opiekunką, nasza Niania (Anastazja Kanabus z domu Żukowska), Henryk Kanabus, sierota czteroletni Wiesio Bąk, poza tym Wacek Mańkowski – furman, a także Oleś Siedacz i Andzia Szydłowska – wychowankowie Mamy z jej ochronki w Rosi. Prowadziliśmy na postronkach cztery krowy. Za wozami biegły nasze psy. W dwóch landach zaprzęgniętych w nasze ogiery arabskie jechała Mama i dzieci Tyszkiewiczów oraz państwo Glińscy. Powoził Wacek Mańkowski i p. Jach. Ja jechałam przy taborze konno. Celem naszej wyprawy był Nieborów.”

Ostatecznie dach nad głową państwo Braniccy z bliskimi znaleźli we wsi Zygmuntów u gospodarzy Multana i Odolczyka.

Pod koniec września ponownie do Wilanowa przybyły wojska niemieckie z 313 Dywizji Volkssturmu pod dowództwem gen. Kintza.

W miesiącach październiku, listopadzie i grudniu, cały czas trwał rabunek dokonywany przez Niemców w wilanowskim pałacu państwa Branickich. Zrabowane przedmioty dowożono kolejką wilanowską do Piaseczna na stację kolejową. Poczym już normalną koleją wywieziono je do Świdnicy.

Wilanów i okoliczne wsie opustoszały. Rozpoczął się rabunek pozostawionego majątku, dokonywany był przez maruderów niemieckich i nielicznych, ale jednak, polskich szabrowników. Na wierzch poczęły wychodzić męty społeczne, ale o tym przy innej okazji.

Niemcy podobnie jak w Warszawie, palili i wysadzali w powietrze zabudowania okolicznych miejscowości. Taki los spotkał szkołę w Wilanowie przy obecnej ul. Wiertniczej.

Po 17 stycznia rozpoczęły się powroty i odbudowa zniszczonego Wilanowa oraz jego okolic. Dziś już prawie nie można dostrzec śladów wojny.

Na podstawie:

„Wilanów w czasie okupacji niemieckiej 1939 -45” – Bożenna Niemierowska – Szczepańczyk

„Nasi bohaterowie…” – Jacek Latoszek i Romana Komorowska – Filipiak

„Uciekinier” – Bernard de Roquefeuil

„Contumaces…Legio infera…” – Rafał Utracki

„Śladami pradziadów” – Krzysztof Głuchowski

Wspomnienia mieszkańców okolic Wilanowa

Mapa V Rejonu „Gątyń” pochodzi z książki Romany Komorowskiej – Filipiak i Jacka Latoszka „Nasi Bohaterowie”.


Zdjęcie przedstawia przestrzelony krzyż, zapewne podczas powstania, znajdujący się na ogrodzeniu kościoła św. Anny.
Jest to jeden z ostatnich namacalnych śladów wojny w Wilanowie.

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twoje imię

Imię jest wymagane

Wpisz poprawny adres

Adres email jest wymagany

Wpisz treść komentarza

Gazeta Wilanowska © 2017 All Rights Reserved

Made by MEDIAPUNTO

Powered by WordPress