Facebook

„Sucha Trawa” *na Urzeczu

Praktycznie każda miejscowość, nawet te małe, mają na swoim terenie miejsca, które noszą sobie tylko właściwą nazwę i są rozpoznawalne przez miejscowych mieszkańców. Takie miejsca są również w Wilanowie – Paciejów, Czarne Drogi, Zakręt Śmierci, na Powsinku – Przedatki, Gustównia, na Zawadach – Bartyki, Kąty, są również na Kępie Zawadowskiej. Nim powstała parafia Posłania Uczniów Pańskich teren Kępy Zawadowskiej należał do wilanowskiej parafii św. Anny. Gdy nadchodził czas Bożego Narodzenia i kolędy, jej proboszcz ksiądz prałat Bogusław Bijak, podczas czytania „ogłoszeń parafialnych” corocznie zapowiadał, że w nadchodzącym tygodniu odwiedzi parafian mieszkających w Nowej Wsi. Ta część Kępy to tereny dawnej wsi Narty, zniszczonej podczas Potopu szwedzkiego. Drugim takim miejscem na terenie wspomnianej Kępy jest „Sucha Trawa”, której chcę poświęcić więcej miejsca.

Miejsce to, położone nad brzegiem Wisły (dziś to okolice piaskarni i wysypiska popiołów), było w wiekach ubiegłych niczym innym jak bindugą – przystanią, z której korzystali flisacy i kupcy spławiający Wisłą swoje towary w kierunku Gdańska. Przy przystani funkcjonowała karczma – oberża, dobrze widoczna na mapie z 1815 r. W drugiej połowie XIX w. z przystani w „Suchej Trawie” zaczęły korzystać parowce pływające po Wiśle. Świadczy to, że nabrzeże było specjalnie pogłębiane i przystosowane do dość dużych jednostek pływających. Ostatnią potwierdzoną relacją o przybijaniu do przystani w „Suchej Trawie” statków pasażerskich, jest opis zatrzymania w dniu 11 kwietnia 1943 r. przez miejscowych volksdeutsczów grupy żołnierzy oddziału łączności batalionowej III baonu 7pp AK – „Garłuch”. Po zatrzymaniu żołnierzy koloniści niemieccy, zadzwonili do Warszawy po gestapowców. Po ich przybyciu, zaprowadzili zatrzymanych nad Wisłę, gdzie zapowiedzieli ich rozstrzelanie, jeśli nie zaczną mówić. I wtedy właśnie w górę Wisły przepływał statek pasażerski. Wielu podróżnych stało na pokładzie i przyglądało się temu, co dzieje się na brzegu. Niemcy podejrzewając, że statek ten znalazł się tam nieprzypadkowo, postanowili go zatrzymać. Po przybiciu statku do brzegu, gestapowcy weszli po trapie na pokład statku, legitymując podróżnych i załogę oraz dokonując rewizji w pomieszczeniach statku. Wydarzenia te świadczą o tym, że jeszcze podczas II wojny światowej z przystani w „Suchej Trawie” mogły korzystać spore, jak na warunki wiślane, jednostki pływające, a co za tym idzie, że ktoś o tę przystań dbał.

Druga połowa XIX w. to również czas, gdy z tej przystani zaczęli korzystać sportowcy z Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego.

Tak o tym pisze T. Grabowski w swej pracy „Z lamusa warszawskiego sportu”:

„< Treningi> odbywały się najczęściej w czwartkowe i sobotnie popołudnia, a niedziele rezerwowane były na mieszane męsko – damskie wycieczki do „Suchych Traw” w okolicach Wilanowa, na tak zwaną herbatkę z wiśniami”.

Do WTW należała śmietanka towarzyska Warszawy, bogaci kupcy, arystokracja, znani literaci – Henryk Sienkiewicz, Bolesław Prus, bywał również Stefan Żeromski. Przez ponad 20 lat prezesem był hrabia Ksawery Branicki, właściciel Dóbr Willanowskich, który przyczynił się do znacznego rozwoju Towarzystwa m.in. finansując budowę siedziby przy ul. Pierackiego 19. Zatem można przyjąć, że karczma w „Suchych Trawach” ,do której pływano w celach towarzyskich, musiała spełniać na odpowiednio wysokim poziomie, wymagania osób ją odwiedzających.

„Suchą Trawę” upatrzyli sobie także pływacy na miejsce startu wyścigu na trasie Wilanów – Warszawa. Co prawda pierwsza próba zorganizowania zawodów nie powiodła się, ze względu na chłodne lato i zbyt niską temperaturę wody, a co za tym idzie, nie było chętnych, by w niej pływać. Okoliczność ta, zmusiła organizatorów do ogłoszenia regulaminu, który mówił, że następne zawody pływackie na wspomnianej trasie, odbędą się wówczas, gdy temperatura wody w Wiśle nie będzie niższa niż 20 stopni i zgłosi się do nich co najmniej piętnastu zawodników. Czas I wojny światowej nie służył temu przedsięwzięciu. Dopiero po jej zakończeniu wyścig z „Suchej Trawy” do Warszawy nabrał rozmachu. Były lata, że startowało w nim kilkudziesięciu pływaków, a niektórym i tak trzeba było odmówić prawa startu w zawodach. W latach trzydziestych liczba uczestników mogła być jeszcze większa, ponieważ na zdjęciach z tego okresu, niektórzy zawodnicy startujący w zawodach mają na czepkach kąpielowych numery powyżej 200. Zawody odbywały się w miesiącach – lipiec , sierpień, wrzesień. Zawodnicy, zarówno mężczyźni jak i kobiety, na miejsce startu w Suchej Trawie byli przewożeni z warszawskiej przystani, zlokalizowanej pomiędzy mostem Poniatowskiego a kolejowym, m.in. parowcem „Sienkiewicz” o napędzie boczno kołowym. Bodaj najwytrwalszym uczestnikiem tych zawodów był inż. Zdzisław Gillewicz , startujący w nich corocznie. Pomysłodawcą tego wydarzenia, pionierskiego jak na tamte czasy, był Tadeusz Kozłowski, nauczyciel pływania w Warszawskim Towarzystwie Wioślarskim.

Tereny „Suchej Trawy” wchodziły skład Dóbr Willanowskich, przed II wojną światową należących do Państwa Branickich. W „Dokumentach do dziejów Wilanowskiej Nieruchomości Ziemskiej” jest zapis mówiący, że Franciszek Nowak płaci dzierżawę za osadę pokarczemną w „Suchej Trawie” w wysokości 100 zł za okres od 1 lipca 1937 r. do

1 stycznia 1938 r.

W czasie II wojny światowej (1942 r.) Niemcy zamieszkujący Kępę Zawadowską, rozebrali stary wał wiślany, a nowy poprowadzili w taki sposób, że tereny „Suchej Trawy” znalazły się w ich posiadaniu, pomimo wygaśnięcia w 1941 r. umowy dzierżawy.

Na wale w okolicach „Suchej Trawy” miało miejsce tragiczne wydarzenie. Miejscowi Niemcy urządzili sobie „zawody strzeleckie”, strzelając z podwórka jednego z nich m.in. do ludzi jadących po wale rowerem. Pech chciał, że nadjechało małżeństwo i kobieta tych „zawodów” nie przeżyła. O jakichkolwiek konsekwencjach dla mordercy nikt nie wspomina.

W latach powojennych miejsce to uległo zapomnieniu, a elektrownia „Siekierki” i piaskarnie działające nad Wisłą, dokonały kompletnej dewastacji tego tak popularnego przed laty miejsca, gdzie można było spotkać zarówno ludzi ubranych w odświętne stroje wilanowskie z miejscowego Urzecza, jak i damy w krynolinach w towarzystwie panów w surdutach z obowiązkowym cylindrem czy kapeluszem na głowach, przybyłych tu na herbatkę z wiśniami z nieodległej Warszawy.

Krzysztof Kanabus

* – używano również nazwy w liczbie mnogiej – „Suche Trawy”

Na podstawie:

Wspomnień Pani Jadwigi Wiśniewskiej z Zawad i innych.

Na Kępie Zawadowskiej i Latoszkowej – B. Gajdziński

Z lamusa warszawskiego sportu – T. Grabowski

Dokumenty Wilanowskiej Nieruchomości Ziemskie

Codzienność niegdysiejszej Warszawy – S. Milewski

Komentarze

Dodaj komentarz

Twoje imię

Imię jest wymagane

Wpisz poprawny adres

Adres email jest wymagany

Wpisz treść komentarza

Gazeta Wilanowska © 2017 All Rights Reserved

Made by MEDIAPUNTO

Powered by WordPress